Prokrastynacja - jak ją pokonać?

Czy zdarza się, że z niezrozumiałych przyczyn wciąż odkładasz ważne zadania na później? Czy często zabierasz się za coś w ostatniej chwili chociaż miałeś wystarczająco dużo czasu by zająć się tym odpowiednio wcześniej? Czy to lenistwo, czy brak motywacji? Kłopoty z koncentracją, a może … prokrastynacja?

Co to za przerażające słowo?



Poprokrastynować możesz też sobie w fiszkotece.

Prokrastynacja to nieprzyjemne i kłopotliwe zjawisko z dziedziny psychologii. Polega na patologicznym wręcz odwlekaniu czynności, na których prokrastynator powinien się skupić w danej chwili, na rzecz zajęć bardziej przyjemnych lub mniej kłopotliwych. Według profesor psychologii Clary Lay, prokrastynacja ma miejsce, gdy między zamierzonym a faktycznym czasem wykonania pracy, pojawia się wyraźna luka.

Prokrastynatorzy mają ogromne problemy z zabraniem się do pracy i bardzo często uważani są po prostu za leni, osoby o słabej woli lub mało ambitne. Prokrastynacja dopiero niedawno została uznana za specyficzne zaburzenie psychiczne. Pojawia się ona najczęściej w wieku szkolnym, u uczniów zdolnych i nie mających problemów z nauką. Jest to tragiczny paradoks, tak jak i to, że większość osób cierpiących na tą przypadłość to perfekcjoniści. Prokrastynator, przed którym postawiono zadanie wymagające większego wysiłku traci wiarę w siebie i motywację – zaczyna odczuwać niepokój – nie dopuszcza do siebie myśli o popełnieniu błędu, co w efekcie zupełnie go paraliżuje.

Podejmij wyzwanie

By efektywnie zwalczać prokrastynację trzeba ją najpierw u siebie rozpoznać. Trzeba być ze sobą szczerym i dokładnie przyjrzeć się swojej pracy czy nauce. Istnieje wiele testów psychologicznych, które pomagają dostrzec problem, ale czasem wystarczy po prostu zwrócić uwagę na drobnostki.

Prokrastynatorzy zapełniają swój dzień prostymi zadaniami, które równie dobrze mogliby wykonać później. Poproszeni, prawie zawsze zgadzają się pomóc innym przy mało ważnych czynnościach, zamiast zabrać się za własne, ważne przedsięwzięcia. Stereotypowy wręcz przykład prokrastynacji to rozpoczęcie pracy nad priorytetowym zadaniem i natychmiastowa ucieczka po kawę. Popularną wymówką prokrastynatorów jest czekanie na właściwy czas, atmosferę lub właściwe nastawienie by wreszcie wykonać daną czynność.

Rozpoznaj wroga

Dlaczego odwlekasz wykonanie określonych zadań? Odpowiedź na to pytanie, to drugi krok na drodze do pokonania tej przypadłości. Zależy ona zarówno od osoby, jak i od zadania:

Wybierz strategię walki

Prokrastynacja jest głęboko zakorzenionym nawykiem, dlatego też nie da się jej pozbyć z dnia na dzień. Jedynie uparte dążenie do zmiany zachowania może przynieść pożądane skutki. Dobrym pomysłem jest więc stosowanie jak najszerszego spektrum środków w celu odzwyczajenia się od prokrastynowania.

Po pierwsze, zwiększaj swoja motywację! Ustalaj dla siebie nagrody za wykonanie zadania – w tej roli mogą występować drobne przyjemności, jak kawałek ulubionego ciasta, albo spotkanie ze znajomymi po ukończeniu większego projektu. Dodatkowo, pamiętaj, by zauważać, że doprowadzenie czegoś do końca sprawia prawdziwą przyjemność oraz, że niewykonanie zadania może przynieść nieprzyjemne konsekwencje. Ponadto, by wspomóc motywację, poproś kogoś zaufanego, by sprawdzał, jak postępuje twoja praca.

Po drugie, organizuj swoją pracę! Zapisuj to, co musisz zrobić. W ten sposób nie będziesz mógł "zapomnieć" o nieprzyjemnym zadaniu. Dodatkowo zorganizuj listę zgodnie z kryterium ważności – w ten sposób trudniej się oszukiwać, że coś jest mniej ważne i można to zrobić później. Skupiaj się na jednym zadaniu naraz – nie rozpraszaj się i nie poddawaj pod nawałem pracy. Jeżeli coś wydaje ci się zbyt trudne, to podziel pracę na mniejsze, łatwiejsze do wykonania zadania. Warto też zacząć pracę nad dużym projektem od jego łatwiejszych aspektów – w ten sposób poczujesz, że zadanie nie jest takie trudne, jak mogło się wydawać.

By pokonać prokrastynację, musisz więc ją najpierw u siebie rozpoznać. Gdy już wiesz, z czym masz do czynienia, jedyną drogą jest twarde dążenie do zmiany nawyków. Nie jest to łatwe, pod wieloma względami walka z prokrastynacją przypomina walkę z nałogiem – im dłużej wytrzymujesz bez prokrastynacji, tym większe szanse na całkowite pokonanie tej przypadłości!


A może poprokrastynować sobie w fiszkotece? Nauczysz się paru nowych słówek, to chyba fajnie? Klik

Komentarze:

Ola napisał: 2011-04-13 21:08:56
Przydatny artykuł, to pomogło mi zrozumieć mój problem.

luzak napisał: 2011-05-03 21:46:33
Mam podobny problem i tez odbierano mnie jako lenia, a ja sie nie wyleguje do gory brzuchem, ale pochlaniaja mnie coraz to inne "ciekawe" zajecia i tydzien mija mi jak by to byl jeden dzien :(

Natka napisał: 2011-05-28 18:06:22
Na termin "prokrastynacja" natknęłam się przypadkowo i gdy zagłębiłam się w lekturze o tej przypadłości, poczułam, jakby mi ktoś przywalił w łeb. Jestem na milion procent pewna, że to mam, wszystkie symptomy sie zgadzają! Kiedyś bylam zdolną uczennicą, wszystko zaczęło się psuć, gdy poszłam do liceum. Wszyscu biorą mnie za lenia i ja siebie również brałam. Byłam na siebie wściekła, że znajduję sobie milion zadań, byle odłożyć to najważniejsze. W efekcie jestem zagrożona z chemii. Wczoraj wzięto mnie do tablicy, a ja nie potrafiłam absolutnie nic. Wstyd jak nie wiem co, tym bardziej, że chemię mam rozszerzoną. Dyrektor tego liceum przyjął mnie do swojej szkoły, zaufał mi, bo miałam dobre oceny, a teraz co... To okropne. Co mam robić? Czy psycholog pomoże? Sama sobie nie pomogę, w końcu machnę na to ręką i pogrążę się w beznadziei...

antymanipulator napisał: 2011-06-01 14:54:12
Fajnie, że teraz mi to wyszło. Prawie połowę, życia spędziłem je odkładając. Tym nie mniej, przynajmniej już wiem jak to się stało. Ale najlepsze, że więcej niż sam artykuł dała mi "przypadkowo" lektura komentarza Natki. Otóż cały szkopuł w tym, że nikt nie pomoże. Jak w przypadku każdego nałogu. Możemy pomóc sobie tylko sami. I nie będzie łatwo. Ale to trochę jak wyprawa Froda by zniszczyć pierścień. Jak się uda nigdy już nie będziemy tym kim byliśmy. Cóż trudno, lecz zrobić to trzeba. Alternatywą jest zmarnowanie życia. A to brak alternatywy. Pozostaje więc dać z siebie wszystko zniszczyć to przyzwyczajenie do zajmowania się niczym. Ale jedno jest pewne im szybciej tym lepiej. Ciekawe czy uda mi się jakoś jednak nadrobić stracony czas? Powodzenia dla wszystkich prokrastynatyków i do zobaczenia po drugiej stronie. ;)

antymanipulator napisał: 2011-06-01 14:54:30
Fajnie, że teraz mi to wyszło. Prawie połowę, życia spędziłem je odkładając. Tym nie mniej, przynajmniej już wiem jak to się stało. Ale najlepsze, że więcej niż sam artykuł dała mi "przypadkowo" lektura komentarza Natki. Otóż cały szkopuł w tym, że nikt nie pomoże. Jak w przypadku każdego nałogu. Możemy pomóc sobie tylko sami. I nie będzie łatwo. Ale to trochę jak wyprawa Froda by zniszczyć pierścień. Jak się uda nigdy już nie będziemy tym kim byliśmy. Cóż trudno, lecz zrobić to trzeba. Alternatywą jest zmarnowanie życia. A to brak alternatywy. Pozostaje więc dać z siebie wszystko zniszczyć to przyzwyczajenie do zajmowania się niczym. Ale jedno jest pewne im szybciej tym lepiej. Ciekawe czy uda mi się jakoś jednak nadrobić stracony czas? Powodzenia dla wszystkich prokrastynatyków i do zobaczenia po drugiej stronie. ;)

gfgfgfgf napisał: 2011-06-21 23:33:56
to jest jakas plaga. jesli prokrastynacja to choroba to ja znam tyle osob ktore na nia cierpia ze mozna to spokojnie nazwac epidemią. musi byc jakis czynnik ktory laczy wszystkich chorujacych. jakas rzecz ktora jest wszechobecna w dzisiejszym swiecie i ktora nie pozwala normalnie funkcjonowac. moze chodzi o internet ktory coraz bardziej odrywa nas od rzeczywistosci. nie wiem.
dodam jeszcze tylko ze stwierdzam rowniez u siebie objawy tej przypadlosci i musze powiedziec ze gdy wystapia one u osoby ktora przejawia osobowosc emocjonalna, wrecz 'romantyczna' to nie da sie normalnie zyc poniewaz stopniowo prowadzi to do wycofywania sie ze spoleczenstwa. mam tak niestety.
pozdrawiam wszystkich 'zwlekaczy' :)

kerad napisał: 2011-08-30 15:39:56
Znacie powodzenie "Jeśli masz zrobić coś dziś, przełóż to na pojutrze - będziesz miał 2 dni wolnego"?? Kiedyś się z tego śmiałem a dziś kończę moją pracę licencjacką którą w sumie napisałem prawie 3 lata temu tylko jakoś nigdy nie chciało mi się iść jej złożyć i dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zresztą tak jest ze wszystkim. Albo czegoś w ogóle nie zaczynam bo jest to przekładane na wieczne jutro albo zaczynam ale kończę po Bardzo długim okresie jak już mam nóż na gardle. Już od dawna wiem że mam taką chorobę tylko do dzisiejszego dnia nie wiedziałem że się tak nazywa. Kiedyś nawet szukałem info o tym problemie w necie ale za wiele nie znalazłem. Przeczytałem ten artykuł z zaciekawieniem i pewną nadzieją. Sam kiedyś już próbowałem zwiększać moją motywację ale różnie mi to wychodziło. Sam nie wiem już co mam z ty problemem robić. Zna ktoś może jakieś portale, stron lub fora na których problem ten został poruszony bardziej dogłębnie i gdzie można by uzyskać bardziej szczegółową pomoc ??

MorganFreeman napisał: 2011-09-15 17:49:56
hmm, kazdy pojedynczy objaw wyzej wymieniony wystepuje u mnie, nigdy nie pomyslalbym, ze jest to wynik choroby (przypadlosci;)). pomimo tego potrafilem dostac sie do dobrego liceum, napisac mature na miare oczekiwan i dostac sie na studia. Mam opinie lenia;P szczegolnie u rodziny...bo tak jak wiekszosc z nas odkladam wszystko na pozniej (nie wiem od kiedy, ale z tego co pamietam to od zawsze). Ale odpowiednia praca nad soba moze sprawic ze wszystko mozna przezwyciezyc. To tak jak praca nad swoja niesmialoscia, trzeba jej stawic czola;) Napewno najgorsze co mozna zrobic to uswiadomienie sobie ze sie jest nieuleczalnie chorym i to sie nie uda...bo to nie prawda. Trzeba sie nauczyc utrzymac skupienie i nie rozpraszac sie, totalna olewka na wszystko, nawet na chec napicia sie kawy(to u mnie pierwszy objaw jak sie zabieram do pracy;p), nie jest latwo ale nie jest to niemozliwe, z czasem efekty sie pojawia, tylko nie wolno sobie odpuszczac i trzeba byc surowym wobec siebie, nie myslec za duzo o tym co bedziemy robic, tylko wziac i sie zabrac do roboty. Myslalem wczesniej (nieslusznie) ze mam problemy z koncentracja i troche o tym poczytalem, zauwazylem ze pomagaja takie sztuczki jak krotkie przerwy co jakis czas (np co pol godziny) i wylaczenie sie kompletne, taki zawias kontrolowany;) przed nauka warto sobie policzyc w glowie, powoli do kilkuset co potem pomaga utrzymac stan skupienia i latwiej jest sie zabrac do nauki/pracy.
Podsumowujac to najwazniejsze jest to zeby nie traktowac tego jako wymowki przed proba przezwyciezenia tej trudnosci, bo jak sama autorka tego artykulu pisze, prokrastynacja powoduje wieczne odkladanie czegos na pozniej, nie powoduje natomiast braku mozliwosci wykonania tej czynnosci, skoro znamy objawy to wiemy jak z nimi walczyc, wiemy ze trzeba z nimi walczyc po prostu miezac sie z nimi

ProkrastynacjaWsparcie napisał: 2011-09-28 11:06:14
Prokrastynacja potrafi rozwijać się latami. Niektórym osobom systematycznie rujnuje życie osobiste, zawodowe, plany i marzenia.

DOBRA WIADOMOŚĆ jest taka, że prokrastynacja to nawyk. Nie cecha Twojego charakteru, czy osobowości, nie uwarunkowany genetycznie element Twojej natury, lecz (tylko!) NAWYK - wyuczone i zautomatyzowane zachowanie. Nawet jeśli latami uprawiałeś odwlekanie, tak że stało się Twoim nałogiem i stylem życia - można się tego oduczyć!

ZŁA WIADOMOŚĆ jest taka, że prokrastynacja jest nie tyle chorobą, co raczej objawem. Jest mechanizmem obronnym, ucieczką, sposobem radzenia sobie z lękiem. Pierwotną przyczyną prokrastynacji może być np. neurotyczny perfekcjonizm. Nałóg zwlekania ma wiele wspólnego z innymi nałogami i trudno jest pokonać go samemu.

Aktywne uczestnictwo w grupie wsparcia, inaczej zwanej grupą wzajemnej pomocy, istotnie pomaga w pracy nad sobą, w osobistym rozwoju, a także w walce z uzależnieniem. Grupa wsparcia jest nieformalną organizacją, tworzoną przez samych jej członków, celem zapewnienia oparcia i pomocy w radzeniu sobie z problemami. Skład grupy stanowią osoby, które przechodziły podobne koleje losu i tym samym mają podobne doświadczenia życiowe.

Jeśli jesteś prokrastynatorem i mieszkasz we Wrocławiu - dołącz do powstającej właśnie GRUPY WSPARCIA! Spotkania odbywają się w każdy czwartek, od 18:00 do 19:00. Ponieważ Grupa dopiero startuje, miejsce spotkań uzależnione jest od liczebności chętnych. Po więcej info, pisz na adres: prokrastynacja.wroc[at]gmail.com

REED napisał: 2011-10-24 20:02:22
Mam pewną wątpliwość co do sposobu walki z tą chorobą. "Po pierwsze" : ustalanie jakichkolwiek nagród jest bez sensu, mogę pozwolić sobie na drobne przyjemności w każdej chwili. Problem stanowi osiągnięcie bardziej odległego celu (uzbieranie na auto, staranie się o awans itp. ) Należy pamiętać, że spotkanie ze znajomymi, czy kawałek ciasta jest dla mnie raczej sposobem na odłożenie czegoś na później. Po drugie wątpię w tego "zaufanego znajomego", niezwykle ciężko by mi było się zdobyć na taką prośbę. Jeśli ktoś mnie kontroluje to znaczy, że ocenia, to nie pozwala przestać myśleć o tym, że mogę się pomylić. Co za tym idzie wzrasta stres i łatwo o faktyczną pomyłkę.
Faktycznym sposobem wyjścia z tego wydaje mi się sposób drugi. Determinacja.

MAJKA napisał: 2011-10-24 21:02:35
Czy istnieje grupa wsparcia w Poznaniu?

Gakura. napisał: 2011-10-24 21:40:35
Tak... ja tez to mam, i to ostro.
mam niezły problem np. na kartkówkach przez to, nie umiem jednego zadania, tracę pewność siebie i automatycznie reszty tez nie umiem.

PARADOKS: Nie zabiorę się do walki z tym... odłożę to na potem. Nie wierzę, żeby mi się kiedykolwiek udało to pokonać... :

Ane napisał: 2011-10-25 10:17:03
od lat staram się walczyć z moim "lenistwem", jest to dla mnie źródło nieustannej frustracji, obniżenia poczucia własnej wartości itp. Co jakiś czas się poddaję i uznaję, że po prostu taka jestem i nic mnie nie zmieni. To okropnie utrudnia życie. Teraz przynajmniej wiem jak to się nazywa :)

Unn napisał: 2011-10-25 16:18:36
Jeśli trafią tu kolejne osoby uważające się za chore na prokrastynację pewnie nie będzie im się chciało czytać tego co napisałem. Ale przełamcie się i przeczytajcie co o tym myślę.
Od najmłodszych lat byłem cholernie zdolny, w wieku 3-4 lat już umiałem czytać! Zawsze jeśli się do czegoś przyłożyłem to potrafiłem to zrobić nie tylko na 100 ale i na 200 procent. Później, mniej więcej od czasów gimnazjum odechciało mi się. Odechciało mi się wszystkiego. Przestałem się uczyć, już w pierwszej klasie byłem zagrożony z kilku przedmiotów, dużo wagarowałem, nic nie robiłem w domu. Tylko przyjemności mnie interesowały, a do mojego życia doszedł jeszcze komputer i internet. I tym się zająłem... Oczywiście potrafiłem się zebrać w sobie i na koniec półrocza czy roku szkolnego wyciągnąć wszystkie przedmioty, niektóre nawet na 4-5 z jedynki (w podstawówce moją najgorszą oceną była 3-ka). Tak prześlizgnąłem się przez 3 lata gimnazjum i 3 lata liceum. Nie zdałem matury 2 razy. Za 3 podejściem udało się, w międzyczasie zaliczyłem szkołę policealną, w której również się niczego nie nauczyłem. Potem przyszła kolei na studia. Wybrałem oczywiście zaoczne z jak najmniejszą ilością nauki i zajęć. Oczywiście prawie nie chodziłem na zajęcia, nie zaliczyłem ostatniego semestru, pracę licencjacką powinienem oddać do końca maja tego roku. Rzecz jasna jej nie napisałem, nawet nie zacząłem. W międzyczasie pracowałem w kilku firmach, z których jednak szybko zrezygnowałem. Zacząłem też palić papierosy i inne rzeczy, imprezowałem ciągle, piłem, popadłem w długi - to była odskocznia od wszystkiego - po prostu nie musiałem wtedy myśleć o tym, co muszę zrobić, co zresztą było dla mnie bardzo wygodne. Przez całe życie mieszkam z matką, zawsze miałem wszystko podstawione pod nos, niczego w sumie nie brakowało. Żyć nie umierać jednym słowem. Ale co to ku*wa za życie?

Unn napisał: 2011-10-25 16:20:07
Dokładnie tydzień temu postanowiłem je zmienić. Od tygodnia nie palę niczego, nie piję, pozałatwiałem w ciągu kilku dni większość spraw, które nademną wisiały od dłuższego czasu, odnowiłem kilka starych znajomości, zacząłem pisać pracę licencjacką. Za miesiąc kończy mi się umowa w pracy. Przeprowadzam się do większego miasta, tam wynajmę mieszkanie i znajdę nową prace. To oczywiście nie znaczy, że zrezygnuję ze wszystkich swoich przyjemności. Ale po prostu inaczej to rozłożę w czasie, zreorganizowałem sobie właściwie cały dzień. I wiecie co stwierdziłem?
Że to wszytko czego do tej pory jeszcze nie zrobiłem i nie osiągnąłem jest winą tylko i wyłącznie mojego LENISTWA! To prawda co jest napisane w artykule, jakbym czytał mój życiorys. Ale to nie jest choroba! To wszytko co osiągniemy w swoim życiu i do czego w życiu dojdziemy zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Bo jeżeli nam się tylko chcę jesteśmy w stanie zrobić wszystko. To, że ktoś lenistwo nazywa prokrastynacją to tylko nieudolna próba usprawiedliwiania się. Tam samo z innymi chorobami. Dyslektyzm, schizofrenia? To tylko ładna nazwa. 20 lat temu mało kto o tym słyszał. Jak ktoś nie umiał pisać to siedział dwa razy tyle aż się w końcu nauczył, jak ktoś kogoś zabił to szedł do pudła, a nie do psychiatryka. Dopiero dzisiaj przeczytałem ten artykuł, a już od tygodnia i to bez wiedzy, że jestem "chory" na prokrastynację zmieniłem lub zmienię w najbliższym czasie właściwie całe swoje życie. Dlaczego? Bo ruszyłem wreszcie dupę i wziąłem się za siebie. Jeśli mam teraz coś do zrobienia to nie ma, że nie chce mi się, zbieram się maksymalnie w sobie i robię to. To dopiero tydzień ale jestem przekonany, że mogę to przezwyciężyć.
I na koniec zacytuję pewien teskt: „20 lat minęło jak jeden dzień, nie masz co wspominać, lepiej swe życie zmień…”
Mam 25 lat, ćwierć wieku już mam za sobą i wreszcie zmieniam swoje życie…. Pozdrawiam.

trzykawki napisał: 2011-10-26 19:14:09
Trzy dni minęły odkąd przeczytałem ten artykuł i dopiero zdecydowałem się wstawić swój komentarz. Nie z powodu prokrastynacji czy lenistwa. Po prostu nie widziałem takiej potrzeby. Ale dzisiaj po przeczytaniu nowego wpisu chciałbym odnieść się do tego co napisał Unn. First things first. Gratuluję, że znalazłeś siłę żeby się ruszyć z miejsca i zrobić coś ze swoim życiem. No i teraz to co musiało nastąpić... Ale... Piszesz, że w parę dni zdołałeś zmienić wiele rzeczy które odkładałeś na później więc tak aż dużo Ci się tego nie uzbierało. O zmianie pracy i dalszych planach piszesz w czasie przyszłym a wiedz, że, na ten przykład, ja miewałem i miewam plany niesamowicie ambitne, i kiedy zaczynałem wprowadzać je w życie, na początku realizowały się na tyle znakomicie, że po chwili już stwierdzałem: "po problemie!" i kontynuację odkładałem na później bo przecież skoro to takie łatwe to po co się tak spieszyć. Broń Boże nie prorokuję fiaska Twojego planu. Mam nadzieję, że Ci się uda i trzymam kciuki. Nie rozumiem tylko czemu bagatelizujesz ten problem nazywając go lenistwem skoro przecież po zwalczeniu go trafiłeś na tą stronę.

trzykawki napisał: 2011-10-26 19:16:20
. Piszesz, że to nie jest choroba. Może i racja... Ja bym to nazwał przypadłością cywilizacyjną. Co może być przyczyną tego zjawiska? Fajna by wyszła z tego debata... Ale wracając, niesprawiedliwie traktujesz ludzi, którzy, jak ja, walczą z tym. Bo to jest problem. I właśnie chodzi o to, że trudno się zmusić do tego żeby Ci się "chciało" i to właśnie gwóźdź programu którym tak łatwo "lenistwo" uleczyłeś. Więcej tolerancji. Nawiasem mówiąc też nie uważam żeby dysleksja czy dysortografia była chorobą ale tu się chyba ujawnia mój brak tolerancji bo to mnie nie spotkało. Swoją drogą mieszasz trochę różne przypadłości. Dysleksja i dysortografia to moim zdaniem raczej problem bardziej percepcji a korzeni prokrastynacji szukałbym w zachwianiach emocjonalnych. Tak czy siak wrzucając do tego worka schizofrenię wygłupiłeś się. Przepraszam że tak ostro ale znam z autopsji tą chorobę (żeby nie był:o nie o mnie chodzi). Nie odbiegając od tematu za daleko chciałem tylko jeszcze napisać o tym, że to całe "lenistwo" wpędza człowieka dodatkowo w depresję a wtedy to się dopiero nie chce... Kończąc: zgadzam się z tym co napisał REED: determinacja. Z jedną uwagą: to bardziej stan niż sposób. Żeby go osiągnąć trzeba chyba sięgnąć dna. Ja jeszcze opadam ale już szukam czegoś żeby się odbić...

Muma napisał: 2011-11-01 20:15:47
...idąc do kuchni mogę wziąć po drodze brudną szklankę,aby ją umyć,ale mi się nie chce. Szaleństwo

Kamil napisał: 2011-12-07 04:35:37
świetny artykuł! pozdrawiam! (mam dość siły żeby to napisać, choć czytałem w częściach robiąc sto innych rzeczy...) :P

kasia napisał: 2011-12-08 12:44:10
już od dawna nie zlazłam tak inspirującego i ciekawego artykułu.gratuluję;)

milena napisał: 2011-12-08 21:44:38
Ja mam tak że przychodzę ze szkoły i muszę posprzątać, wchodzę zmotywowana pełna motywacji ale razem z przekroczeniem progu wszystko znika ...
Myślę sobie, no to włączę sobie muzykę żeby lepiej się sprzątało ale jak już usiądę do komputera tak siedzę 4h w między czasie chodzę po domu patrze przez okno zaglądam do lodówki i omijam wszystko co mam zrobić... Nie uczę się nic... od początku roku uczyłam się tylko raz ... Mam też tak, że mama coś do mnie mówi przytaknę i mówię : dobrze zrobię to, a przychodzi co do czego to zacznę i nie skończę albo w ogóle tego nie zrobię.. Albo jak zmywam naczynia to nigdy nie zrobię tego do końca zostawię kilka sztućców czy czegoś tam ... eh nienawidzę siebie ....

nice napisał: 2012-01-03 01:13:12
Uważam, że prokrastynację bardzo łatwo jest pomylić z lenistwem i dużą wygodą jest się w ten sposób usprawiedliwiać. Odnajduję w sobie wszystkie objawy tego "schorzenia", ale tak, czy inaczej się tym nie tłumaczę, bo wydaje mi się to niewłaściwe. Obecnie jestem w klasie maturalnej, dotychczas moją najgorszą średnią było 5,00 (w 1LO), najwyższą - 5,60 - a kujonem nie jestem. W czym problem? Również odkładam wiele spraw na później. Mając w perspektywie duży sprawdzian z historii (a mam ten przedmiot rozszerzony) zajmuję się - w najlepszym razie - rozwiązywaniem zadań z matematyki, ponieważ jest to dla mnie czynność na ten moment prostsza. Stres we mnie narasta, ponieważ wiem, że muszę się uczyć, więc przygotowuję sobie warunki do nauki: herbatka, muzyka, fotel... a czas mija! Jaki jest tego rezultat? Uczę się po nocach, kiedy już faktycznie mam nóż na gardle i dodatkowo wstaję wcześniej, by powtórzyć materiał. A przecież mogłam poświęcić na to 2 godziny w ciągu dnia i mieć spokój oraz być wyspana.
Z roku na rok jestem coraz mniej czynna w różnego rodzaju konkursach, w podstawówce brałam udział w kilkunastu, w gimnazjum trochę mniej, ale w bardziej poważnych (olimpiady, konkursy powiatowe, rejonowe), obecnie - prawie w ogóle. Moja tendencja do odkładania spraw na później pogłębia się, przez co ledwo starcza mi czasu na zwykłe, szkolne sprawy i nie mogę pozwolić sobie na konkursy, gdyż wtedy nie dam rady ze wszystkim

MiMarcin napisał: 2012-01-07 02:34:08
Witam kolegów i koleżanki z problemem. Mam 36lat, problem z odkładaniem mam od podstawówki, z czasem zaczął on narastać bo i obowiązków było więcej. Moje życie było bardzo ciężkie z ledwością zdałem liceum i maturę, ze studiów wyrzucali mnie 2razy. Najdłuższy czas w jednej pracy to niecały rok. Jak nie mogłem utrzymać pracy to w końcu rzuciła mnie dziewczyna. Byłem już takim stanie że wpadłem w depresje, myślałem o śmierci, bo co mi z takiego życia. Zmobilizowałem sie i poszedłem na terapie grupową. I owszem lepiej sie poczułem sam ze sobą i swimi problemami, ale na problemy z odkładaniem to mi ta terapia nie pomogła. Doszedłem do wniosku że trzeba sie leczyć dalej, poszedłem na terapie indywidualna ta dała mi dużo wiedzy ale na mój problem mi nie pomogła. Po tych doświadczeniach dochodzę do wniosków że psycholodzy słabo sie sprawdzaja przy tym problemie. Dodam że znam osobę z która ma to samo co ja i jej również terapia nie pomogła. Mysle że jedyna droga to determinacja i wyznaczanie sobie celów a potem relizowanie i nagradzanie sie za to. To moim zdaniem najbardziej skuteczna metoda ze zmiana tego nawyku. Poza tym całkiem niedawno dowiedziałem sie że mam cos takiego jak prokrastynacja. Psychologowie cały czas diagnozowali mi zaburzenia osobowośći, mam wątpiwosći czy wiekszosc z nich wie wogóle co to jest prokrastynacja.

raven125 napisał: 2012-06-29 13:25:27
Z prokrastynacją nie da się zerwać w prosty sposób gdyż jest to nawyk dobrze zakorzeniony. A na nawyki dobre jest podejście Kaizen. Poczytajcie o tym, może Wam pomoże.

lukaszpawel86 napisał: 2012-10-11 01:16:24
Cześć.
Kilka dni temu natknąłem się przez przypadek na słowo prokrastynacja i dostałem olśnienia.
Od dawna czułem, że coś jest nie tak i miałem pewne podejrzenia, że może to być związanie z tym, że jestem perfekcjonistą. Perfekcjonistą zarówno w pracy jak i życiu prywatnym. Teraz nie wiem czy się z tego śmiać czy płakać ale nawet moje życiowe motto brzmi "Jeśli coś robić to na 100% albo wcale". Prawie wszystko co przeczytałem o prokrastynacji pasuje do mnie jak ulał. Wyjątkiem jest chyba tylko to, że nie mam problemów z podejmowaniem decyzji.

Postaram się jak najkrócej opisać dokąd zaprowadziła mnie prokrastynacja.
Wydaje mi się, że wszystko zaczęło się w szkole a to co szczególnie zapadło mi w pamięć to wielotygodniowe przygotowania do matury aby sprostać swoim a raczej innych oczekiwaniom. Udało się, matura ustna z języka polskiego zdana na 100%. Z innych przedmiotów też całkiem dobrze i na chwile był spokój. Na chwilę, ponieważ pierwsza sesja na studiach i znów problemy z zabraniem się do nauki. Standardowe sprzątanie pokoju, mycie garów, układanie książek czy ubrań w szafie kolorystycznie a nawet porządki w piwnicy. Podczas każdej sesji towarzyszyły mi myśli, że nie dam rady i chciałem rzucić studia. Naukę odkładałem na później aby ewentualne niepowodzenie zwalić na brak czasu.

lukaszpawel86 napisał: 2012-10-11 01:16:58
Tu idealnie pasuje cytat charakteryzujący prokrastynacje:
" Prokrastynator, przed którym postawiono zadanie wymagające większego wysiłku traci wiarę w siebie i motywację – zaczyna odczuwać niepokój – nie dopuszcza do siebie myśli o popełnieniu błędu, co w efekcie zupełnie go paraliżuje."
Pisanie pracy magisterskiej też spowodowało lukę w moim życiorysie. Siedziałem ciągle w domu i próbowałem zabrać się za pisanie. Wyłączony telefon i internet dużo nie pomagał. Na szczęście zdawałem sobie sprawę, że będzie mi ciężko napisać pracę magisterską dlatego próby zabrania się za nią podjąłem chwile po wyborze promotora. Cel został osiągnięty, a więc zarówno ocena pracy jak i ocena egzaminu dyplomowego na 5. Tylko co z tego skoro kosztowało mnie to tyle nerwów i nieprzespanych nocy.

Podczas studiów mieszkałem w Warszawie gdzie na początku wynajmowałem dom z różnymi ludźmi. Osoby co jakiś czas się zmieniały a mi nadal było ciężko z nimi wytrzymać. Jestem perfekcjonistą i do tego lubię porządek (ale pedantem nie jestem) i myślę, że tu mógłby być problem. Z drugiej jednak strony było wiele rzeczy do których można (a czasami trzeba było) się przyczepić z racji tego, że to ja odpowiadałem za całe mieszkanie.
Kiedy udało mi się zmienić pracę natychmiast się wyprowadziłem i zamieszkałem sam. Bardzo się z tego faktu cieszyłem, bo po pierwsze w domu miałem święty spokój a po drugie udało mi się już 4 miesiące po studiach znaleźć pracę z którą wiązałem swoją przyszłość.
Moja radość była tym większa, że wysłałem zaledwie kilka (może kilkanaście) CV w ciągu tych kilku miesięcy. Przyczyną tego był nieuzasadniony strach przed porażką. Jaką to ciężko powiedzieć, chyba taką, że nikt nie odpowie na moje aplikacje. Jak widziałem te setki odpowiedzi na stronach z pracą to myślałem, że nie mam szans, że są lepsi itp.

lukaszpawel86 napisał: 2012-10-11 01:17:35
Ale wracając do samej pracy. Branża może która nie przynosi prestiżu ale kierownicze stanowisko dzięki któremu można się wiele nauczyć. Wszystko na początku szło bardzo dobrze. Nowe środowisko, duża odpowiedzialność, wiele wyzwań tych mniejszych i większych. Ciągle kursy i szkolenia podczas których po raz kolejny dawała o sobie znać prokrastynacja (w tym wypadku jednocześnie lek przed porażką i lęk przed sukcesem).

Tu lek przed sukcesem nie był wyimaginowany, gdyż po 5 miesiącach i zaliczeniu ostatniego szkolenia na 98% (w którym oprócz kierownika nikt nie dawał mi szans) zostałem sam. Wszyscy byli zazdrości (co też dawali mi odczuć) , że po pierwsze ktoś przychodzi sobie "z ulicy" na kierownicze stanowisko a po drugie udaje mu się pozaliczać szkolenia i za chwile ma awansować.
Mój perfekcjonizm był wytykany. Inni mieli w większości stosunek "olewczy" do pracy i sądzili, że jakoś to będzie. Mówili, że najważniejsze to aby wytrwać do końca dnia. Ja jednak robiłem swoje (nie było to czepianie się o pierdoły), bo wiedziałem jakie są przepisy a kierownik chwalił to, że potrafię wszystko dopilnować.

lukaszpawel86 napisał: 2012-10-11 01:17:53
Niestety nie miałem wpływu na pewne sprawy i często przychodząc następnego dnia wiele rzeczy było do góry nogami i w takim stanie, że nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji. Mimo to wszystko jakoś się kręciło i kręci się od lat. Ja jednak ze swoim perfekcjonizmem (przesadnym?) nie potrafiłem tak pracować. Dla mnie musiało być wszystko zgodne z wewnętrznymi przepisami, bo od tego mogło zależeć zdrowie innych. Może to zdrowy rozsądek a może moja głupota, bo skoro inni tak pracują to znaczy, że jakoś można. I to "jakoś" ma tu chyba duże znaczenie.

Codziennie od 3 miesięcy wstaje z planem, że dziś zacznę szukać pracy. Jednak multum innych czynności mi to uniemożliwia. Kilka razy udało mi zalogować na stronie i powysyłać CV mimo, że czytając wymagania a do tego te dziesiątki jak nie setki odpowiedzi tracę zapał na długi czas.

Uff chyba siedziałem przy tym 6 godzin z wieloma przerwami. Dziwię się sobie, że udało mi się siąść i to napisać ponieważ poza pewnym muzycznym forum nie udzielam się w ogóle w internecie.

Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia i chce na ten temat porozmawiać to zapraszam: pawel86warszawa@interia.pl

Pozdrawiam

qtendo6 napisał: 2012-12-02 23:18:53
Przez to nie zdałem do 2 klasy technikum bo ciągle odkładałem poprawianie ocen na koniec roku i na końcu wylądowałem w zawodówce.Wyobrażacie to sobie?

qtendo6 napisał: 2012-12-02 23:19:42
dopiero po fakcie zdałem sobie sprawę że mam prokrastynację masakra

MRTMM napisał: 2013-04-16 23:43:51
Opis tego zjawiska to charakterystyka mojej osoby. Do tej pory myślałam, że to lenistwo i to w najstraszliwszej formie - o tym zapewniało mnie moje grono pedagogiczne, które widziało we mnie ambitną i inteligentną dziewczynę, ale niezmotywowaną. Robili to na różne sposoby - głównie groźbą, strasząc mnie. Gdy tak teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że zachowuje się tak od podstawówki. Zawsze wszystko jakoś tak samo mi wychodziło, bez starania się, ale ludzie - co w podstawówce może być trudne? W gimnazjum już było ciężej: dużo zdolnych, ale i mądrych, i ambitnych ludzi i wśród nich ja - też ambitna, zawsze chciałam być najlepsza, ale leniwa. Wycofywałam się z obawy przed porażką - gra w karty, wf - unikałam tych zajęć jak mogłam, by tylko nie musieć rywalizować. I w końcu liceum - siedziałam tylko nad matematyką - zadanie skończone, z rozwiązaniem.. Matura z języka polskiego, z WOSu (rozszerzone) - zero chęci do nauki, wymiotowanie, poczucie wstrętu jak do jedzenie za każdym razem, kiedy przysiadałam do książki - kręcenie się po domu, wychodzenie z domu na spacery, sprzątanie, gotowanie, odgrzebywanie starych rzeczy i w końcu kompulsywne jedzenie - wszystko, by zabić niechęć w sobie do działania. Na studiach jest jeszcze gorzej - płacz, ucieczka, próby poddania się, rzucenia studiów i ucieczki z miasta, kraju... od siebie, na zawsze. Jak żyć? Walczyć o marzenia?

winkowskimarcin napisał: 2013-07-30 11:24:03
To sprawdzona metoda - podziel duże zadanie na wiele mniejszych, które oddzielnie łatwiej będzie wykonać (dodatkowo można się np. nagradzać) a z każdym małym sukcesem wzrośnie poczucie pewności siebie, dzięki któremu można będzie podejmować kolejne wyzwania itd.
Chciałbym reaktywować grupę wsparcia we Wrocławiu, samemu bardzo trudno wygrać z prokrastynacją (sam z nią walczę) ale myślę, że regularne spotkania, wymiana doświadczeń i różne sposoby radzenia sobie z problemem, są lepsze niż samotne "kiszenie" tematu.
Jeśli ktoś chce porozmawiać na temat prokrastynacjii i sposobów radzenia sobie z nią to zapraszam: prokrastynacja.wroclaw@gmail.com

adamjogi napisał: 2015-09-28 12:13:27
Witajcie czytający jeszcze komentarze tego już bądź co bądź starego wątku.
Po przeczytaniu wszystkich tu komentarzy i oczywiście samego (dobrego;)) artykułu postanowiłem dodać coś od siebie. Tak zwyczajnie się z wami podzielić - chociaż może bardziej właśnie dla siebie...
Z pojęciem prokrastynacji spotkałem się zupełnie przypadkowo i paradoksalnie dzięki niej. Jakiś czas temu, już chyba dawno, przeglądając słynne memy w jednym z popularnych serwisów trafiłem na obrazek gdzie ujęta była w wikipedystycznym stylu definicja prokrastynacji i podpisana w stylu - "nie jestem leniem, jestem chory..." i jak to z memami bywa "przeskrolowałem" dalej. Nie minęło wcale wiele czasu, a postanowiłem sprawdzić tego mema który nie dawał mi spokoju. Chyba miałem zrobić coś ważniejszego wtedy, ale uznałem że spokoju nie zaznam i nie będę mógł zrobić nic. Zacząłem czytać i każde kolejne źródło w tym temacie utwierdzało mnie że "to mam". Wmówiłem sobie jednak, że to tylko internet, że diagnozowanie z internetem specjalisty nie zastąpi i że takie diagnozowanie laika kończy się tym że przeziębienie wygląda jak rak i tylko się nakręcę. Zbagatelizowałem to całymi swoimi siłami... Na specjalistę czasu nie mam, bo się boję mieć. Do dziś nie zwróciłem się o pomoc. Minęło już mnóstwo czasu, ale mam pewność że mam ten problem. Że jest mój. I jestem zły na siebie, sfrustrowany i przerażony. Wierzę że prokrastynacja mnie dotyczy i na domiar tego rujnuje mi życie od dawien dawna. Mam dziś prawie 30 lat. Z nauką zawsze miałem kłopoty, z koncentracją w tych ważnych sprawach, ale też i przyziemnych. Skoro okazało się, że jestem dyslektykiem - postanowiłem nad tym pracować. W tylko ćwiczenie języka, ortografii i etc. włożyłem gigantyczne pokłady sił...

adamjogi napisał: 2015-09-28 13:17:12
Reszty wyrzeczeń nie wspominam.
Udało mi się bez problemów pokonać podstawówkę, gimnazjum (jako rocznik 86 - jestem pierwszym rocznikiem który objęła ta reforma szkolnictwa). Moje i rówieśników czasy były takie, że to wszystko było nowe. Przejechaliśmy przez 3 lata i kto potrafił (JA) przejechał przez nie jak wakacje - "dorośli" byli zajęci eksperymentowaniem, "przyzwyczajaniem się do" etc... Pochłaniały mnie dziesiątki innych rzeczy, więc każdy złapany oddech był super nagrodą. Udawało nam się niektórym "nie robić nic", a się udało "skończyć" szkołę. Skończyłem też trudną, wymagającą szkołę średnią, techniczną. Nie bez kłopotów, ale wypracowałem sukces. Bardzo dobrze poradziłem sobie z maturą, jej wynik był dużo lepszy niż końcowe świadectwo. Technikum było dla mnie cholernie trudne. Uświadomiłem sobie, że jestem bardziej humanistą, że zachwycają mnie, rajcują, inne rzeczy niż obliczanie obciążeń belki (tak - klasa była budowlana). Architektura o której marzyłem kończyła się na rysunkach, projektach, makietach... Wiedząc że nie mam w tym przyszłości, że "przespałem" cały czas który powinien był mnie do architektury przygotować: zmieniłem front. Nagle uświadomiłem sobie, że nie lubię rozwiązywać problemów matematyczno-technicznych, "swoich" ale lubię pomagać innym... Poszedłem więc na Socjologię, świadomie wcisnąłem otoczeniu kit, że będę celował albo w politykę, albo w działalność z tym związaną (w oczach złotówki świecą jak ktoś mówi w ten sposób), a wiedziałem że będę pracownikiem socjalnym (Może ktoś z was wie z czym to się je, a skrótem powiem - w oczach złotówek w tym zawodzie brak. Ale to akurat zawsze miałem gdzieś...). I to udało mi się zdobyć. Ukończyłem i te studia... I to nie było łatwe - ale nikt nie obiecywał że będzie inaczej. Spodziewamy się - "teraz na studiach, to będę musiał zapylać"... ALE! No właśnie - resztę dopiszę w następnych komentarzach... Ahh te 2000 znaków.

janpodolski1990 napisał: 2015-10-06 08:54:50
A ja myślę, że warto skorzystać z pomocy specjalistów. Są grupy wsparcia czy inne metody pomocy, nie ma co zwlekać. Zwłaszcza jeśli czekają nas ważne wydarzenia np matura czy egzaminy na studiach. Samemu jest ciężko sobie poradzić. Ja skorzystałem z psychomedic w Warszawie i pomogło, dobrzy specjaliści i chętni do pomocy :)

LazyAnna napisał: 2016-03-21 22:57:13
Czy ktoś z Was jeszcze śledzi ten wątek? Ktoś znalazł skuteczne lekarstwo na tą przypadłość? Moze jest jakaś grupa wsparcia w Warszawie? A co z przyczyną prokrastynacji? Wspomniano o zaburzeniach emocjonalnych, problemie z podejmowaniem decyzji... motywacja, działanie, walka z nazwami to jedno, ale co z przyczyną?

M.Lipski napisał: 2016-04-20 13:45:11
Witam wszystkich, ja właśnie przypadkiem po rozmowie z prowadzącą zajęcia odkryłem, że cierpię na prokastynację i natrafiłem na ten artykuł, również mieszkam w Warszawie. Fajnie że w końcu wiem co się ze mną dzieje. Teraz czas wziąć się za siebie i przetestować powyższe porady.

karolinagrajper napisał: 2016-12-16 10:08:54
Hej. ja widziałam filmik na youtubie, takiej młodej kobiety. Widać, ze zna się na tym,jest psychologiem. Powoli zaczynam stosować jej rady w życiu, choć nie jest to łatwe i wymaga nie raz wysiłku. Naprawdę polecam. Ty macie link: https://www.youtube.com/watch?v=bp40Ocg4EXU

Musisz się zalogować, by móc napisać komentarz.